niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział trzeci

Widziała ten szok i przerażenie w ich oczach, gdy weszła do pokoju, a dokładniej do kuchni. Najwyraźniej miejscem obrad Zakonu Feniksa była kuchnia. Wszyscy od razu odwrócili się w jej stronę i wyjęli różdżki i wycelowali prosto w nią. Nie przeraziła się, a w każdym razie nie bardziej niż samym wejściem do środka.. Nie wiedziała, czy da rade zmienić cały swój świat. Ostatnie lata spędziła w samotności, bądź wśród osób, które w ogóle nie wiedziały kim ona jest. Gdy weszła to on siedział na krześle na przeciw niej. Teraz również stał z różdżką wycelowaną w jej stronę. Bała się mu pokazać. Przecież on myśli, że nie żyje!
 - Kim jesteś? - zapytał Moody. Milczała, więc powtórzył swoje pyatnie. - Kim jesteś i jak się tu dostałaś?! 
- Macie słabą ochronę jak na Zakon Feniksa. Dumbledore powinien pomyśleć o dodatkowych zaklęciach zabezpieczających. - to powiedziawszy zsunęła z głowy kaptur pod którym się ukrywała i odpowiedziała na resztę pytania. - Jestem Jessica. Jessica Potter. 
Na ich twarzach malowało się przerażenie. Ci, którzy ją znali nie mogli uwierzyć, ze ona żyje, a ci, którzy nie wiedzieli o jej istnieniu byli zaskoczeni i zaciekawieni kim może być osoba z nazwiskiem Potter.
 - To nie możliwe... - wyszeptał Remus. - Przecież ty nie żyjesz.... jak...?
 Spojrzała na niego i uśmiechnęła się ironicznie. Kątem oka dostrzegła także, że Syriusz usiadł.
 - No tak, bo Peter Pettigrew także już od dawna gnije w grobie!
 Dobrze wiedziała o tym co zrobił Peter. W końcu obserwowała Harrego co jakiś czas. Lubiła sprawdzać, czy jest bezpieczny i to właśnie w jeden z takich wieczorów, gdy udało jej się prześlizgnąć do Hogwartu usłyszała ich. Harrego i Hermionę jak rozmawiali w skrzydle szpitalnym z Dumbledorem, a raczej mu wykrzyczeli, że Black jest nie winny i to wszystko jest wina Glizdogona. Wtedy poznała prawdę, a dokładniej mówiąc tylko się upewniła, bo nigdy nie wierzyła, że Syriusz mógłby zdradzić Jamesa i Lili. 
Czarodzieje odłożyli swoje różdżki, ale ciągle jej się przyglądali. Najbardziej zastanawiała ją reakcja Syriusza. Milczał, a gdy w końcu przemówił zadał jej pytanie na które trudno było jej odpowiedzieć.
 - Chcesz powiedzieć Harremu prawdę o tym kim jesteś?
 - Ma prawo wiedzieć.
 - W takim razie ma także prawo znać całą twoją historię, czy może boisz się mu ją przekazać?
 - Niech wie na razie tylko tyle, że znałam kiedyś jego rodziców. Na razie tyle wystarczy.
 - Na razie? A co ty tu właściwie robisz?! - widziała złość na jego twarzy. Najwyraźniej jeszcze jej nie wybaczył tego, co mu zrobiła przed laty. Zerwała w końcu z nim w jeden z najbardziej bolesnych sposobów. Zostawiła go dla innego. I to nie dla byle kogo, a dla jego największego wroga, jego jak i innych.
 - Chcę wstąpić do Zakonu.
 - Ty?! Nigdy!
 - Syriuszu, potrzebujemy ludzi, a przecież ta pani... - powiedziała Molly, ale nie udało jej się dokończy zdania. Była to rudowłosa kobieta. Pulchna. Wyglądała na zmartwioną. Wojna jaka nadchodziła nie była dla niej. Można było łatwo wyczytać z jej twarzy, że jest przerażona i obawia się o swoje dzieci jak i członków zakonu.
 - Ta kobieta nie nadaje się do Zakonu! - wykrzyknął.
 - Mogłabym cię rozłożyć jednym zaklęciem, gdybym tylko chciała!
 - O w to to nie wątpię. Co? On cię tego nauczył?!
 - Czego?!
 - Bycia bezlitosnią i nie czułą...!
 - Syriuszu! - wykrzyknęła Molly wraz z Remusem
. - Remusie, ty bardzo dobrze pamiętasz co się działo z Jess w czasie tamtej wojny, więc jak możesz brać jej stronę?!
 - Syriuszu... Od tamtych zdarzeń minęło bardzo dużo czasu. Ludzie się zmieniają i myślę, że Jessica dojrzała na tyle, żeby nie popełniać po raz drugi tych samych błędów. - powiedział to ze stoickim spokojem Lupin .
 - Błędów?! Ty to nazywasz błędami?! Ona zabijała bezbronnych ludzi! Była taka jak ON! Gdyby miała okazję to i nas by zbiła! Jak możesz chcieć, żeby taka osoba była w Zakonie?! 
 Na te słowa wszyscy zgromadzeni zamarli. Jessica wstydziła się trochę swojej przeszłości, bo popełniła wiele błędów i niepotrzebnych głupstw, ale nie myślała, że Łapa jej to wypomni.
 - Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś skrzywdził Harrego, a już zwłaszcza, by go zabił, jasne?! - wycedziła przez zęby. 
- Jaaasne. A James i Lili?! Oni cię już w ogóle nie obchodzili nie?! 
- Syriusz! - tym razem Remus podniósł głos. - Jak możesz mówić takie rzeczy?! A Jessica ma prawo być w Zakonie i bronić Harrego. Ona także się o niego martwi.
 - Świetnie! Może od razu przyjmijmy wszystkich śmierciożerców?! - Syriusz wykrzyknął to tak głośno, że aż portret jego matki na korytarzu dał o sobie znać i zaczął wykrzykiwać najróżniejsze wyzwiska na korytarzu, co zmusiło Syriusza do wyjścia z pomieszczenia i zajęcia się obrazem. 
- Dlaczego chcesz być w Zakonie? - zapytała podejrzliwie Molly. 
- Chcę chronić Harrego. Nie opuszczę go.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz