Na podwórzu biegało dwóch chłopców i bawiło się latawcem. James miał wtedy obchodzić swoje 12 urodziny. Z tej okazji przyjechał do niego jego najlepszy przyjaciel ze szkoły- Syriusz. Wieczorem mieli przybyć jeszcze Remus i Peter. Mając 10 lat bardzo im zazdrościłam tego, że chodzili już do Hogwartu jak i tego, że mieli moce. Ja ciągle czekałam, aż moje się pokażą, ale nic się nie działo. Bałam się tego, że mogę być harłakiem. Ale czy to możliwe w rodzinie czarodziejów? Skoro mój brat jest czarodziejem to ja też prawda? Ale jednak miałam dużo wątpliwości. Nagle zawiał mocniejszy wiatr i latawiec wyfrunął chłopcom z rąk. Próbowali go złapać, ale bez skutku. Wleciał na drzewo i utknął. - Może byśmy użyli magii? - zapytał Syriusz. - Przecież nam nie wolno. Nie tutaj. I tak byśmy nie potrafili go ściągnąć. Tak bardzo chciałam im pomóc. Chciałam, żeby spadł i żeby był jak nowy. Nagle latawiec spada. I ku ich zaskoczeniu jest cały. Chłopcy odwrócili się i zauważyli ją. Stała samotna w drzwiach tarasowych. Mała czarnowłosa dziewczynka. Miała piękne, wielkie, brązowe oczy. Długie czarne włosy spływały kaskadami na jej ramiona i plecy. Była ubrana w białą odświętną sukienkę. Specjalnie na te okazję - jaką były urodziny Jamesa. Okazało się, że nie było to święto wyłącznie jej brata, lecz także jej samej. To ona dziś, po raz pierwszy użyła magii. Po raz pierwszy pokazała, że ma moc. Chłopcy zaczęli skakać z radości. James uściskał swoją młodszą siostrę i bardzo się cieszył, że nie długo będą razem w Hogwarcie. l
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz