poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział czwarty

Wszyscy patrzyli na nią podejrzliwie.
 - Jak to możliwe, że żyjesz? Przecież znaleziono twoje ciało nie daleko domu Potterów. - zapytał Remus.
 - Spreparowałam swoją śmierć ok?! Zrobiłam to niejedyna z resztą i tak było lepiej. 
- Tak było lepiej?! Ciekawe dla kogo! Może dla Harrego, który został sam?! - z tymi słowami do pomieszczenia wbiegł Syriusz. Udało mu się zasłonić portret, więc w domu panowała względna cisza. Zakłócały ją jedynie ich krzyki.
 - Nie tylko ja tutaj zawiniłam! A zresztą nawet jeśli bym nie udawała własnej śmierci to Harry i tak by był sam i dobrze o tym wiesz. Dobrze wiesz, że zamknęli by mnie w Azkabanie. - powiedziała to z lekkim smutkiem. Jessica dobrze wiedziała, że za to co zrobiła powinna już od dawna być w Azkabanie, ale nie potrafiła się do tego przyznać.
 - Za to co zrobiłaś może powinnaś tam być? - odpowiedział Syriusz. Słowa te były przesycone jego złością i irytacją. To w końcu on spędził trzynaście lat w Azkabanie. Był tam, chociaż był niewinny. Siedział za czyjeś grzechy. Tęsknił za swoimi przyjaciółmi i za Jess. Myślał o niej i o tym co jej się przytrafiło. Dowiedział się o jej śmierci nie długo po tym, jak usłyszał co stało się jego przyjaciołom. Gdy teraz ją zobaczył ucieszył się, że jednak żyje, ale również złościł na nią. Nie mógł jej wybaczyć tego, co mu zrobiła. Zraniła go jak nikt inny. - Może nie tylko Glizdogon zawinił temu wszystkiemu?! Może i ty wszystko donosiłaś Czarnemu Panu?! W końcu byłaś z nim bardzo blisko ty....!
 Nie udało mu się nawet dokończyć zdania, a już leżał na podłodze pod przeciwległą ścianą. Jessica stała na przeciwko niego z wycelowaną weń różdżką.
 - Nigdy więcej nie waż się mnie obrażać.- powiedziała to dobitnie. Akcentując każde wypowiedziane słowo. Czuła się przez niego upokorzona, ale również targały nią silne emocje. Była wściekła za słowa, które wypowiedział, ale również nadal mocno go kochała i to nie była tylko młodzieńcza miłość.
 - Uważam, że Jess powinna wstąpić do Zakonu. Jest w końcu bardzo dobrą czarownicą, która popełniła parę błędów. Nie sądźmy jej. - powiedział Remus i rozejrzał się po zgromadzonych, ale widząc ich nie pewne miny dodał. - W takim razie zagłosujmy, kto jest za tym, żeby Jessica dołączyła do Zakonu niech podniesie rękę w górę. 
Uśmiechnęła się z satysfakcją, gdy większa część zgromadzonych zagłosowała za. Oczywiście Syriusz zagłosował przeciwko i patrzył wściekły na Remusa, który ją poparł. No tak... z nim w końcu też kiedyś była. Był to krótki okres czasu i nie tak burzliwy jak z Syriuszem, ale jednak. Na szczęście ich związek zakończył się bezboleśnie i rozstali się w przyjaźni. Zawsze wiedziała, że może na niego liczyć, czego nie mogła powiedzieć o swoich innych wybrankach. Trudno było jej zaprzeczyć, że miała powodzenie i w młodości bardzo je wykorzystywała, ale zawsze kochała tylko jedną osobę. Dlaczego więc tak często zmieniała chłopaków? Tego nie wiedziała. Chyba po prostu lubiła zmiany i nowości. Lubiła ekscytację. Stałość ją nudziła. Nawet teraz nie potrafiła długo pozostawać w jednym miejscu. Przez ostatnie lata wędrowała, podróżowała. Rzadko bywała w domu, który odziedziczyła. Odwiedzała go tylko jak musiała. Był pełen pamiątek i nie potrafiła długo tam siedzieć i na nie patrzeć. Chciała kiedyś zabrać tam Harrego. Pokazać mu dom, w którym wychował się James, ale był zbyt mały. Nie potrafiłaby mu wyjaśnić tego wszystkiego co się wtedy wydarzyło, ale teraz jest już gotowa. I on też już to zrozumie. Już czas. Może nie teraz... nie tego wieczoru, ale kiedyś na pewno.
 - A jak mamy przedstawić cię Harremu? Mamy powiedzieć mu prawdę? - była tak pogrążona w myślach, że aż ledwo usłyszała głos Remusa. 
- Niech wie, ze jestem Jessica. Nowa w Zakonie Feniksa. Nic więcej nie musi na razie wiedzieć. - mówiąc to mocno zacisnęła zęby, żeby nie poleciały je łzy. Tak bardzo chciała mu o wszystkim powiedzieć, ale nie mogła. 
- Dobrze. Tak zrobimy.
 - No to skoro już na dziś skończyliśmy to idę wołać dzieciaki na kolację. - powiedziała z uśmiechem Molly. Nie była do końca przekonana do Jess, ale gdy zobaczyła jej determinację,   żeby być przy Harrym coś w niej pękło. Zrobiło jej się jej żal, ale zaraz miała wołać Harrego i resztę. Jak on zareaguje jak się dowie? Nie teraz, ale kiedyś? To przecież będzie dla niego szok. Sama nie znała więcej szczegółów niż zostały tutaj wypowiedziane, ale z nich wychodziło, że ta kobieta kiedyś była straszną osobą, a nawet mogła przyczynić się do śmierci Jamesa i Lily...  To wszystko wydawało jej się takie nie prawdopodobne. - Kolacja! 
Siedziała na przeciwko drzwi, obok Syriusza i Remusa. Chciała go zobaczyć zaraz w wejściu. Gdy usłyszała kroki na schodach była podekscytowana i jednocześnie poddenerwowana. W końcu będzie mogła z nim porozmawiać! W przedpokoju jeszcze wita się z jakimiś ludźmi. Syriusz wstaje i podchodzi do drzwi.
 - Harry... 
- Syriusz! 
Chłopak wpada w jego objęcia. Uśmiechnęła się na ten widok. Byli ze sobą tak związani. Tak się cieszyli na swój widok. On nigdy się na jej widok tak nie ucieszy. Na razie się nie dowie, więc nie będzie miał powodu do radości, a jak się dowie całej prawdy to ją znienawidzi. Obarczy ją całą winą, tak jak to właśnie zrobił Syriusz. Weszli razem do kuch i usiedli obok niej.
 - Haryy, poznaj Jessice.. ehem... Jessice... jak to było dalej? - Syriusz uśmiechnął się do niej złośliwe. Dobrze wiedział, że nie może powiedzieć nazwiska. Chciał postawić ją pod ściną. Pozostawiając ją w niezręcznej sytuacji.
 - Po prostu Jessica. Po co komu pamiętać nazwiska? - uśmiechnęła się do Harrego i wymienili uścisk dłoni. Tak bardzo chciała go wtedy przytulić, ale musiała się powstrzymać. To bolało. I to bardzo. - Miło mi cię poznać Harry. 
- Mi również miło panią poznać. 
- Wiesz Harry, to nowa członkini Zakonu Feniksa. Hm... może opowie ci coś o sobie i o tym jak się tu znalazła?
 - Syriusz! - Remus i Moody próbowali go zatrzymać, ale się nie udało. Był na nią zbyt wściekły, żeby się pohamować.
 - W sumie ja też byłbym ciekaw co masz do powiedzenia, Jessico. Może nam opowiesz coś ciekawego?

1 komentarz: