sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział drugi.

Teleportowała się do Londynu. Na Grimmauld Place. Dlaczego wybrała akurat tą ulicę? Nie wiedziała. A tak na prawdę nie potrafiła przyznać się przed samą sobą, że tęskni za Syriuszem. Dobrze pamiętała ten dom. Przecież kiedyś często odwiedzała tutaj Syriusza. W końcu byli kiedyś parą. Nawet nie raz... często zdarzały im się kłótnie i sprzeczki. Różnili się. On nie mógł zrozumieć jej pociągu do mocy, wiedzy,a ona jak ktoś z takim talentem może się nie rozwijać. On szalał z przyjaciółmi, a ona za to zmieniała chłopaków jak rękawiczki. Ale to za nim tęskniła najbardziej. Przez cały ten czas chciała go zobaczyć... odwiedzić w Azkabanie lub pomóc mu po ucieczce. Może dlatego tu przyszła? W końcu musiał gdzieś wrócić, a tu ma dom.
   Użyła zaklęcia kameleona, żeby przypadkiem nikt jej nie zobaczył nie w porę. Nagle pojawili się na miotłach jacyś ludzie i wylądowali na środku ulicy. Poznała Alastora Moodyego i jeszcze kilka osób. Dawni członkowie zakonu. I... tak... stał koło niego. Harry. Jej bratanek. Czasami pojawiała się na Privet Drive lub w Hogsmead, żeby tylko popatrzeć na niego z oddali. Był tak podobny do Jamesa. Tylko nie oczy... oczy miał po Lili. Na widok ten napłynęły jej łzy do oczu, ale nie chciała płakać. Chciała być twarda, poprawka musiała być twarda dla Harrego. Szalonooki podał jakąś kartke papieru Harremu. Udało jej się podejść i odczytać napis Grimmauld Place 12. Usłyszała też ich szepty. Wywnioskowała, że tu pewnie jest nowa siedziba zakonu. I miała rację. Gdy tylko spojrzała na domy to zobaczyła jak się rozstępują i pojawia się miedzy nimi kolejny. Ten, który chciała zobaczyć. Harry wraz z innymi wszedł do środka. Nie chciała czekać ani chwili. Narzuciła kaptur na głowę i weszła za nimi. Nie chciała być szybko zdemaskowana, bo chciała jeszcze się upewnić co się dzieje. Harry został wysłany na górę, gdzie mieli czekać na niego jego przyjaciele,a dorośli udali się do kuchni. Nie weszła za nimi. Stanęła przy drzwiach i słuchała.
 - Musimy strzec tej przepowiedni. Nikt nie może jej zobaczyć.
 - A nie było by łatwiej... no nie wiem... zaprowadzić tam Harrego i kazać mu ją zabrać?
 - To by było zbyt niebezpieczne! On nie powinien być narażany na niebezpieczeństwo! To jeszcze dziecko! - usłyszała głos kobiety, która kazała Harremu iść na górę.
 - On nie jest dzieckiem Molly! A ty nie jesteś jego matką! - usłyszała głos Syriusza. A więc miała rację... on tu jest. I nic mu nie jest.
 - Nie jestem, ale on nie jest Jamesem! Zapamiętaj to w końcu!
 - Ja to bardzo dobrze pamiętam! Ale on nie ma już 5 lat Molly! Potraktujmy go jak dorosłego człowieka i dajmy mu mówić za siebie! Niech on też może decydować! 
- Syriuszu...!
 - Może na razie zajmijmy się tym, że powinniśmy chronić przepowiedni. - Remus. On tez tutaj jest . 
- Tak, tak to dobry pomysł. - Nie rozpoznała tego głosu. Pewnie zakon powiększył się o nowych członków. W sumie raczej nie powiększył. Część przecież zginęła lub nie jest już w stanie tam być.
 - No dobrze, ale pośpieszmy się, bo czas już na kolację. 
Teraz już czas. Zdjęła z siebie zaklęcie kameleona, wzięła głęboki oddech, otworzyła drzwi i wezła do pokoju.



Witam! Za ekspresową poprawkę dziękuję mojej becie - Lu, która zabetowała już 6 rozdziałów ;)
Dzięki, jesteś wspaniała ;)
Kolejny rozdział już jutro ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz